Dlaczego Kanadyjki licytowały się na liczbę porodów?
Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.
Pisałem niegdyś na naszych łamach o pewnym polskim przedwojennym – dość nietypowym – programie socjalnym, który wesprzeć miał rodziny wielodzietne. Wspomnijmy więc może w tym miejscu o tym, że swojego dobroczyńcy w owych czasach doczekały się również matki-weteranki z Kanady. Okoliczności powołania tamtejszego funduszu są jednak zgoła bardziej niezwykłe…
Charles Vance Millar, uznany prawnik z Toronto, nie uchodził raczej za życia za człowieka szczodrego. Mimo że pochodził z ubogiej rolniczej rodziny, udało mu się z wyróżnieniem ukończyć studia i zbudować pozycję w świecie kanadyjskiej palestry. Z biegiem lat obudziła się w nim również żyłka biznesmana; Millar stał się posiadaczem licznych kamienic, a także m.in. parowca, firmy przewozowej i, funkcjonującego dziś jako Molson, browaru O’Keefe. Mało brakowało, a kupiłby nawet… park narodowy.
“Żart stulecia”
Na majątek powyższy po śmierci Millara (zdeklarowanego kawalera) ostrzyli sobie zęby jego dalsi krewni. Znany z żartów prawnik (dziś nazwalibyśmy go pewnie pranksterem) był jednak na taką ewentualność przygotowany. W swoim (świetnie oczywiście przygotowanym od strony prawnej) testamencie okazał się on szczególnie hojny dla duchowieństwa, zapisując lokalnym księżom i pastorom… udziały w klubie hazardowym i wyżej wspomnianym browarze.
Wśród tych i wielu innych, równie złośliwych zapisów wisienkę na torcie stanowił jednak punkt dotyczący podziału głównej spadkowej puli – pół miliona dolarów (licząc siłą nabywczą, dziś byłoby to jakieś 8 milionów). Pieniądze te miała otrzymać kobieta, która… w ciągu 10 lat urodzi jak najwięcej dzieci z prawego łoża. W przypadku remisu kwota miała zostać podzielona pomiędzy zwyciężczynie.
Wielki Wyścig Bocianów
Przez cały ten czas prawnicy krewnych Millara podważyć próbowali moc prawną jego ostatniej woli; sprawa oparła się nawet o kanadyjski Sąd Najwyższy, który potwierdził jej prawomocność. Równocześnie jednak w związku z ogłoszonym Wielkim Wyścigiem Bocianów (w 90. rocznicę ogłoszenia powstało nawet piwo o tej nazwie) w prasie rozpętało się istne szaleństwo, z codziennie aktualizowanym licznikiem porodów włącznie.
Nieszczególnie jednak histeria ta spodobała się związkom wyznaniom, a protestanccy pastorzy wprost nawoływali do nieuczestniczenia w osobliwym konkursie. Zakłopotane były również władze państwowe, które w tamtym latach przymierzały się do wdrożenia polityki kontroli urodzeń.
Nagrodą ostatecznie podzieliły się cztery rodziny (jedna z nich ufundowała zresztą z wygranej pomnik Millara), które w czasie poprzedzającej rozstrzygnięcie dekady doczekały się dziewiątki potomstwa. Dwie kolejne matki otrzymały nagrodę pocieszenia. A o emocjonujących i pełnych zwrotów akcji „zmaganiach” kandydatek opowiedział w 2002 r. kanadyjski film fabularny, znany u nas pod tytułem „Bocianie Derby”.
Czytaj także:
10 przykazań szczęśliwej rodziny wielodzietnej
Czytaj także:
Rodziny wielodzietne – sekret dobrze zorganizowanych mam
Czytaj także:
Wielodzietni. Kilka rzeczy, których możecie o nich nie wiedzieć